Różności I
Teatrzyk „Szklana Góra” to po prostu zabawa!
Zapraszam do mieszkania Wandzi i Cmoka Tadelskich na Osiedle Na Skarpie w Krakowie- Nowej Hucie. Oboje prowadzą tam spokojne i "prawie całkiem normalne" życie. Co jakiś czas odwiedza ich Szewczyk Dratewka lub też inni goście. A to dlatego, że Wandzia nie jest "zwykłą" Wandzią, tylko książęcą córką.

Do powtórki!
Legendy polskie:
„Legenda o Wandzie, co nie chciała Niemca”.
„Szewczyk Dratewka” Janiny Porazińskiej
„Legenda o Złotej Kaczce”.

Teatrzyk „Szklana Góra” zaprasza na sztukę w jednym akcie:
O Wandzi, co nie chciała Niemca.
Miejsce akcji: Musiałaby być Smocza Jama, jednakże ta stała się od nie jakiegoś czasu z powodu wilgoci i grzyba niezamieszkalna. Tak więc, mieszkanie własnościowe w Krakowie - Nowej Hucie, gdzieś na Osiedlu Na Skarpie.
Wszystkim, którzy mimo to upieraliby się, że akcja musi się toczyć jak nie w Smoczej Jamie, to na Wawelu, pozwólcie, że wytłumaczę: Ta możliwość dziś odpada, gdyż Wawel stał się zabytkiem na liście światowego dziedzictwa UNESCO.
Występują:
Cmok Tadelski, alias Smok Wawelski
Wandzia, jego żona. Prawdopodobnie córka księcia Kraka (niesprawdzone)
Szewczyk Dratewka, stary przyjaciel Cmoka (kiedyś znany jako Skub)
K U R T Y N A się podnosi.
AKT 1
Scena pierwsza
(Cmok Tadelski, Wandzia)
Pokój gościnny w mieszkaniu u Wandy i Cmoka Tadelskich.
Cmok Tadelski siedzi wygodnie przy biurku i buszuje w internecie, Wandzia w kuchni kroi sałatkę ziemniaczaną.
Cmok Tadelski
(woła w stronę kuchni)
Wandziu, posłuchaj: Unia znowu naciska na Polskę, chce rzucić nas na kolana... lub zagłodzić? Co? Czyżby jakaś kaczka? Nie, przecież Wandzia kroi sałatkę. Ha, sprawa ciągle w toku, nie zmieniono stanowisk. Mamy być ulegli... co za impertynencja! A co z naszą suwerennością, pytam?
Wandzia wchodzi do salonu z brudnym od sałatki nożem.
Cmoku, na dziś już dosyć. Proszę, bez polityki. Jutro święta!
Cmok Tadelski
To sprawa międzynarodowej wagi, Wandziu. Jak możesz być tak obojętną?
Wandzia
Nie jestem obojętna, tylko zajęta. Każda rzecz pod słońcem ma swój czas. Zbliżają się święta, a roboty w bród. Jutro przyjadą dzieci z rodzinami, Mieszko, Boleś i jako trzeci, Kazek. Ja kroję ziemniaki, jajka i marchewkę. Ty pokroisz korniszony, jabłka i cebulę, bo ja tego nie lubię. Tylko drobno, proszę.
Cmok Tadelski
Jak Hermann ci groził, to nie byłaś tak obojętna na dzieje ziem polskich!
Wandzia
Daj wreszcie z tym spokój! Stare czasy. Było i już dawno minęło...
(cicho do siebie)
Miejmy nadzieję.
(głośno)
Poza tym nie Hermann, tylko Rydygier. Tłumaczyłam już ci ze sto razy, on nie myślał o mnie, jako o kobiecie, tylko o moim wianie.
Cmok Tadelski
Tak, tak... O tym wianku i tamtym popołudniu, to i ja teraz nawet myślę.
(drapie się po głowie)
Czy to przez niego chciałaś zakończyć życie?
Wandzia
Przez kogo? Ciągle o niego pytasz. Skoczyłam do Wisły, bo nie chciałam Niemca, i basta! Daj wreszcie spokój z tą historią!
Cmok Tadelski
Właśnie o to chodzi... Nigdy nie mogłem do końca pojąć, co tego dnia robiłaś nad Wisłą? Poza tym byłaś jakaś taka speszona i niecierpliwa, a ja w tym dniu za dużo wypiłem... woo-dy.
(czknął)
Wandzia
Taka ofiara z niego! To znaczy, taka moja ofiara... A lud to nawet kopiec mi usypał. W siódmym lub ósmym wieku naszej ery.
Cmok Tadelski
Wandziu, jak chcesz, możemy w pierwszy dzień świąt znowu przejść się tam na spacerek. Odwiedzimy mogiłkę. Choć lepiej nie, bo ceny biletów znów poszły w górę. No i ten kombinat! Ee, może lepiej pójdźmy Osiedlem Na Skarpie na skarpę!
Wandzia
(rzewnie)
Wtedy rzeka Wisła szeroko rozlała tam swe wody... pisał potem w swej kronice Jan Długosz.
Cmok Tadelski
(do siebie)
Ci kronikarze! Całkowicie niewiarygodni! A tak! Weźmy na przykład tego Wincentego Kadłubka. Ten to miał niebywałą wyobraźnię. Zwłaszcza po alkoholu! Wymyślił, że po śmierci księcia Kraka to właśnie Wandzia na tronie zasiądzie. A Wandzia już wtedy oczami za Hermannem łypała.
(do Wandzi)
Wandziu, nie przyszło ci wtedy do głowy, że mogłabyś bardziej racjonalnie pomyśleć? Prędzej wprowadzilibyśmy kapitalizm i obniżylibyśmy inflację? Dziś niejedna, nie zastanawiając się długo, poszłaby za Niemca.
Wandzia
Kraków i Wawel zawsze polskie, Cmoku! Zapamiętaj! Poza tym, gdyby nie Rydygier, nigdy bym cię nie poznała. A teraz chodź kroić sałatkę!
(Wandzia podaje mu nóż, Cmok posłusznie bierze go i idzie za Wandą do kuchni).
K U R T Y N A opada.
Scena druga
K U R T Y N A się podnosi.
(Szewczyk Dratewka, Wandzia, Cmok Tadelski)
Przedpokój w mieszkaniu u Wandy i Cmoka Tadelskich. Dzwonek do drzwi. Wandzia wybiega z kuchni do przedpokoju, otwiera drzwi wejściowe. Szewczyk Dratewka wyciera buty, wchodzi do mieszkania. W drzwiach przedpokoju ukazuje się też Cmok z brudnym nożem od sałatki. Dratewka całuje rączkę Wandzi, wita się z Cmokiem, klepie ostrożnie po ramieniu. Zdejmuje barani kożuch (a raczej kamizelkę, taką jak u górali podhalańskich) i Cmok wiesza go na wieszaku. Dratewka podaje Wandzi siateczkę z podarunkiem.
Szewczyk Dratewka
Siema! Ludziska! A co tak wychodzisz na chłopa znienacka z nożem! Gdybym cię nie znał, Cmoku. Gdybym nie wiedział, że to ty...
Cmok Tadelski
Szewczyku, a co ty masz takiego cykora?
Szewczyk Dratewka (drżąc na całym ciele)
Takie czasy, Cmoku!
(cicho do siebie)
Chyba nie odkrył, że to ja tego barana spreparowałem? Po tylu latach...
(głośno)
Ale co chciałem powiedzieć? Jechałem do was chyba z dwie godziny! Już w Łagiewnikach, na pętli tramwajowej, okazało się, że dalej ani nóż! Ee, ani rusz! Wypadek! Tramwaje stały w kilometrowym ogonku, jak to się w osiemdziesiątych widywało! Trzeba było przejść na autobus. A tu taki ziąb jak kiedyś w Smoczej Jamie!
Wandzia
Mieszkasz też na końcu świata. Co cię skusiło, by przeprowadzić się z Kazimierza do Skawiny?
Szewczyk Dratewka
Wyruszyłem w świat w poszukiwaniu lepszego zarobku, Wandziu. Dobre miałem wtedy jeszcze serce. Mrówkom i pszczółkom pomogłem w biedzie. A i kaczki nakarmiłem...
Wandzia
A z kaczkami, to już inna bajka, Szewczyku. Przejdź do rzeczy.
Szewczyk Dratewka
A tak... wybacz! Wreszcie, po tylu wiekach stać mnie było na kupno nowego mieszkania, Wandziu. To wszystko. Jest nowoczesne i przytulne, takie, jakie mi się już od dawna śniło.
(do siebie)
Jeszcze dziś miewam koszmary i trudno mi zasnąć.
(do Wandzi i Cmoka)
Nikt już butów nie reperuje. Hołyszem* dziś jestem! Jak książę Krak umarł, renta mi się skończyła. Trzeba było znowu pójść do pracy. Emeryturę to dopiero po wiekach von Bismarck w Europie wprowadził.
(znowu do siebie)
A i nazwisko zmieniłem, gdy mi mój prywatny detektyw doniósł, że Cmok przeżył.
(do Wandzi i Cmoka)
Ze Starego Miasta wtedy uciekliście.
Cmok Tadelski
Ee, ale tu gorąco. Przejdźmy do salonu. Od razu tam, uciekliście... Chyba rozumiesz, co mam na myśli? Książę Krak umarłby, gdyby się o nas dowiedział. A co by Herman zrobił? Nie odpuściłby ot tak Wandzi wianuszka! Napadł!
(skubie przy tym świąteczny wianek, wiszący na drzwiach)
Wandzia
Wiana, Cmoku! Nie wywlekaj znowu starych historii! Mógłbyś już dać temu spokój!
Wszyscy przechodzą do salonu.
Szewczyk Dratewka
(do Cmoka)
A właściwie, co ty robiłeś wtedy o tej porze nad Wisłą?
Cmok Tadelski
Aa... suszyło mnie i zachciało mi się pić... Kiedyś książę Krak co rana podrzucał mi jakąś tam dziewicę... do skonsumowania...
Wandzia
To było cielę, Cmoku! Cielę!
Cmok Tadelski
Dziewi- cię, cielę- cinę, cielę - cicę, dziewi – cę... Ee, jak zawsze. Tak więc, w sobotę, zaraz po piątkowym poście, wyszedłem z jamy, patrzę, a tu zamiast dziewicy... Cielęcicy...
(poprawia się, bo Wandzia na niego groźnie łypie oczyma)
Tak więc... A tam, zamiast cielęciny - baran! A ten był okrągły i tłusty, taka gratka! Zjadłem, a tu w gardle - piekło! Źle przyprawiony, czy co? Książęcego kucharza, to jak bym wtedy dorwał, rozerwałbym na kawałki. Chyba był pijany, jak przyprawiał tego barana. Dał podwójną, a może i potrójną chili. Paliło mnie jak diabli!
Szewczyk Dratewka
(do siebie i to bardzo cicho, bo nadal gryzły go wyrzuty sumienia)
Nie chili, tylko siarę. Kiedy wreszcie zapomni tę historię?
Cmok Tadelski
Całe popołudnie bolał mnie żołądek. Poszedłem nad Wisłę, gdyż w jamie zabrakło wody. Nie miałem tam wtedy kanalizacji. Jednak nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Tak więc poszedłem nad rzekę i patrzę, a tu tonie jakaś dziewica. Nie namyślając się długo, wskoczyłem do wody i uratowałem Wandzię. Zastosowałem sztuczne oddychanie i masaż piersi. No i tak spędziliśmy razem popołudnie, ... wieczór i... już było za późno, by wracała sama do zamku... Po nocach nie godzi się tłuc córce książęcej. Tak więc została.
Po jakimś czasie Wandzia zmarkotniała i nawet czasami płakała. Okazało się, że w jej brzuszku już coś rośnie. Nie będę złośliwy, ale nijak jej było teraz na dwór książęcy wracać. W tym samym czasie poszła po świecie plotka, żem utonął. Przeprowadziliśmy się na Stare Miasto, bo zaczęli nas nachodzić jacyś dziwni ludzie. Stawali przed jamą i wołali „Huhu, huhu, jest tam kto?!” Nasze dalsze dzieje znasz. Przenieśliśmy się na Kazimierz i z czasem do Nowej Huty.
(Teraz Cmok klepie Szewczyka Dratewkę po plecach. Wandzia zostawia ich samych i idzie do kuchni).
Hehe, na Kazimierzu się poznaliśmy, no nie, kumpel? Ja niby to z rozprutym brzuchem, a Wandzia naprawdę z podarunkiem. A to ci heca! Przyjąłeś nas i tak się zaprzyjaźniliśmy! Co byśmy bez ciebie zrobili?
Szewczyk Dratewka
(niespokojnie, do siebie)
No tak. Jeszcze dziś brak mi odwagi, by się przyznać.
(do Cmoka)
Nie ma sprawy! Nie mogłem was tak zostawić.
Cmok Tadelski
Wianek przepadł, a o wiano nie mogłem się dopominać, bo lud usypał Wandzi kopczyk na czternaście metrów wysokości. No i Herman, wściekły...
Szewczyk Dratewka
Mogiłka, jak się patrzy!
Cmok Tadelski
Mogiłka tak. Jak tu jednak o wiano się upominać i cnoty Wandzi wyliczać jak już mogiłka usypana?
Szewczyk Dratewka
Tak, nie da rady! Nie ma co! Wiano przepadło.
Cmok Tadelski
Wianuszek też.
Szewczyk Dratewka
Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Lepiej wyjdźmy chłopie na papierosa, to zaraz ci gorycz przejdzie.
Cmok Tadelski
Właśnie rzucam palenie! Jaka gorycz? Masz na myśli chili?
Szewczyk Dratewka
(do siebie)
Kurde! A on znowu gada o tej siarze?
(głośno do Wandzi, w kierunku kuchni)
Wandziu, zabiorę Cmoka na papierosa. Nie, na piw - ko. Najważniejszą cnotą jest wiedzieć, kiedy skończyć, Cmoku.
Cmok Tadelski
Mówisz teraz o wianie, czy o wianku?
Szewczyk Dratewka
Daj spokój, chłopie. I tak się prawdy nie dowiesz. Po co otwierać stare rany?
Cmok Tadelski
Tak. Właśnie. Herman jednak i dziś Wandzi nie odpuścił...
(drapie się po głowie)
Szewczyk Dratewka
(znowu głośno do Wandzi)
Wandziu, biorę Cmoka na piwko! On ciągle o tych wojnach... Po piwie mu przejdzie.
(do Cmoka)
Chodź! Co będziemy przeszkadzać Wandzi w przygotowaniach do świąt.
Cmok Tadelski i Szewczyk Dratewka przechodzą znowu do przedpokoju, oboje nakładają buty, Cmok włożył płaszcz, a Szewczyk Dratewka - barani kożuch, i wychodzą z mieszkania.
Wandzia
A oni gdzie? Zmyli się. Jak robota czeka, dann sind die Jungs gleich raus*. Ups! Cicho, z niemieckim to muszę uważać. Rydygier i tak już nie wróci. Ee, sałatkę trzeba kroić. Znowu muszę wszystko wziąć w ręce i sama zorganizować...
Cmok Tadelski ukazuje się niespodziewanie w drzwiach.
Wandziu, nie potrzebuję żadnego wiana, a wianuszek też nieważny... Zapomnij Hermana... Nie oddałbym cię Hermannowi za żadne skarby...
(do siebie, choć może i Wandzia słyszy)
Temu Hermanowi wara do naszych synów!
Wandzia
Aa... Rydygierowi, Cmoku. Ile razy mam ci powtarzać. To był Rydygier.
Cmok Tadelski
Nieważne, Wandziu. Ta siara Szewczyka dobrze zadziałała! Chłopaki zuchy! Dzięki, Szewczyku!
K U R T Y N A opada.
* hołysz – biedak
* dann sind die Jungs gleich raus – niem. to chłopaki zaraz wychodzą
Styczeń 2023
Teatrzyk „Szklana Góra” zaprasza na sztukę w jednym akcie:
Pączki z malinową konfiturą.
Miejsce akcji: Mieszkanie własnościowe w Krakowie — Nowej Hucie, gdzieś na Osiedlu Na Skarpie.
Potem zaś akcja przenosi się w pobliże Smoczej Jamy.
Występują:
Cmok Tadelski, alias Smok Wawelski
Wandzia, jego żona. Prawdopodobnie córka księcia Kraka (niesprawdzone)
Szewczyk Dratewka, stary przyjaciel Cmoka (kiedyś znany jako Skub)
Tajemnicza nieznajoma
Tajemniczy nieznajomy
K U R T Y N A się podnosi.
AKT 1
Scena pierwsza
(Cmok Tadelski, Szewczyk Dratewka)
Przedpokój w mieszkaniu u Wandzi i Cmoka Tadelskich. Dzwonek do drzwi. Cmok śpieszy z kuchni do przedpokoju, otwiera drzwi wejściowe. Szewczyk Dratewka wyciera buty, wchodzi do mieszkania i wita się z Cmokiem, klepie go po ramieniu. Odstawia siateczkę i zdejmuje barani kożuch i Cmok wiesza go na wieszaku.
Szewczyk Dratewka
Siema, Cmoku! Od progu już pachnie ciastem. Wandzia coś upiekła?
Cmok Tadelski
Wchodź stary, szybko, bo ziąb idzie z korytarza! Brrr, zaraz przypomina mi się Smocza Jama przed remontem.
Szewczyk Dratewka
Dobra. Już wchodzę. Przyniosłem piwko.
Cmok Tadelski
Sorki, Szewczyku, ale dziś nie piję. Czujesz ten zapach? Pączki z malinową konfiturą! Chodź do kuchni. Coś ci pokażę.
Szewczyk Dratewka
A gdzie Wandzia?
(oboje przechodzą do kuchni)
Cmok Tadelski
Aa, Wandzia u Kazka. Upiekła drożdżówkę. Chcesz kawałek?
Szewczyk Dratewka
He? Drożdżówkę? Przed chwilą mówiłeś, że to pączki.
Cmok Tadelski
Nie, pączki, to co innego. Dziś jest drożdżówka. Chcesz?
Szewczyk Dratewka
Chętnie, ale wpierw wolałbym coś bardziej konkretnego. Od śniadania jeszcze nic nie jadłem.
Cmok Tadelski
Baraninkę na gorąco?
Szewczyk Dratewka
(do siebie ze strachem)
Baraninkę? Czyżby Cmok robił tu jakąś aluzję? Z siarką? Odkrył moją tajemnicę? Szuka zemsty? Nie, nie może być!
(głośno, drżącym głosem)
Eee, a może coś innego?
Cmok Tadelski
Czerninkę z kaczek?
Szewczyk Dratewka
Jezusie milusieńki! Coś ty, Cmoku. Upadłeś na głowę, chłopie? Z kaczek nie mogę. One odnalazły przecież kluczyk w jeziorze. Bez nich bym zginął! Czarownica rozerwałaby mnie na kawałki.
Cmok Tadelski
A tak. Zapomniałem, że nie jadasz kaczek. To co?
Szewczyk Dratewka
Niech już będzie ta baraninka.
(do siebie)
Przyszła kryska na Matyska. Niech zginę! Ostatni dzień mojego życia!
(Cmok wyciąga z lodówki baraninkę i podgrzewa ją w mikrofalówce).
Szewczyk Dratewka
Masz dziś dobry humor, Cmoku. I jesteś jakiś taki roztargniony.
Cmok Tadelski
Dobra Szewczyku. I tak nie wytrzymam. Muszę ci się do czegoś przyznać. Mam dziś schadzkę z malinową konfiturą.
Szewczyk Dratewka
Schadzkę? Z malinową konfiturą? Co za brednie mi tu opowiadasz. To niemożliwe. Gdzie Wandzia?
Cmok Tadelski
Cii, siedź cicho. Wandzia nic o niej nie wie. Umówiłem się online. Do wyboru stały trzy panie. Pierwsza, piękna blondynka z kokiem i niebieską przepaską na głowie. W lekkiej, powiewnej sukni z drobnymi srebrnymi cekinami, jak chmurka nakrapiana rosą. Z talią jak u pszczółki.
Szewczyk Dratewka
Chyba jak u osy. Pszczółki, to ty chłopie zostaw w spokoju.
Cmok Tadelski
A tak. Jak u osy, masz rację... Jestem taki podniecony, że wszystko mi się kręci... A więc... Ona, w szklanych pantofelkach. Obiecała mi pączki z malinową konfiturą. Dwa, nieduże, zgrabne i jędrne... Palce lizać... Uwielbiam pączki! Mniam, mniam... już teraz mam na nie ochotę...
Szewczyk Dratewka
Jędrne pączki? Nie wiem, o czym mówisz. I tak prawdę mówiąc, nie chcę wiedzieć.
Cmok Tadelski
Tylko że o północy musi już iść do domu, zanim dzwon wybije dwunastą... Szkoda! Posłuchaj dalej. Ta druga pani jest jeszcze bardziej tajemnicza. Jak kwiat tulipana. W czerwonym kapturku na głowie i z koszyczkiem w ręce i w czerwonych pończoszkach z czarnymi podwiązkami... W koszyczku nosi butelkę czerwonego wina i pączki z malinową konfiturą. Bardzo frywolna, sama w lesie na odludziu. Pisała o wilczym apetycie i o pączkach, świeżych i pachnących! Ze świeżą i chrupiącą skórką, polewanych lukrem, a w środku ma być ciepła i wilgotna malinowa konfitura...
Szewczyk Dratewka
Ta też serwuje pączki? A Wandzia wie o tym?
Cmok Tadelski
(w zadumaniu, do siebie)
Hmm, trochę przeraża mnie ten wilczy apetyt. Ja sam mam smoczy. Czy się zgramy?
(do Szewczyka)
Za to trzecia jest całkiem słodka. Szczupła i wiotka dobroduszna brunetka w długiej, niebiesko- żółtej sukience, o białej, jak śnieg cerze. Kocha zwierzątka! Napisała, że weźmie je ze sobą. Pytam się jednak czyżby dla mnie na przystawkę? No i będzie jeszcze malinowa konfitura. Nie wiem, jak to wszystko na raz połknę?
Szewczyk Dratewka
Zaserwuje ci zwierzęta z malinową konfiturą?
Cmok Tadelski
(oburzony)
Jakie zwierzęta? Nie przekręcaj, Szewczyku! Mówię przecież o pączkach z malinową konfiturą!
Szewczyk Dratewka
Powariowały te baby? Co one z tą konfiturą?
Cmok Tadelski
(do siebie)
Którą wybrać? Do piętnastej muszę się zdecydować!
(do Szewczyka)
Którą mam wybrać, Szewczyku? Powiedz! Co za dylemat? Malinowa konfitura, palce lizać! Świeże pączki! Takie malutkie i zgrabne albo też takie trochę większe. Takie, co to do ręki pasują jak ulał, do tego cieplutkie i jędrne... Cieplutkie i...
(podnieconym głosem do Szewczyka, odbiera mu talerz z baraninką)
Szewczyku, zbieraj się do domu! Nie mam dziś czasu! Bierz drożdżówkę. Wandzia upiekła ją dla ciebie.
(Cmok wyprowadza Szewczyka z kuchni).
Szewczyk Dratewka
Wyrzucasz mnie?
Cmok Tadelski
Sorki, kumpel. Jednakże dziś mam schadzkę!
Szewczyk Dratewka
Dobra. Nie ma sprawy. Rozumiem, jednakże mogłeś napisać lub zadzwonić, bym dziś nie przychodził...
(do siebie)
Nie spodziewałem się tego po Cmoku.
(znowu do Cmoka)
A gdzie się spotykacie? O której?...
K U R T Y N A opada.
Scena druga
(Szewczyk Dratewka, Tajemnicza nieznajoma)
KU R T Y N A się podnosi.
Zmierzch. Gdzieś w pobliżu, koło Smoczej Jamy.
Szewczyk Dratewka
(zły na Cmoka, do siebie)
Nigdy się tego po nim nie spodziewałem. Niewierny! Biedna Wandzia! Teraz kiedy się dowiedziałem, jak to między Wandzią i Cmokiem się układa, nie będę mógł ich odwiedzać! Jak spojrzałbym Wandzi w oczy? Jezusie milusieńki, kiedy do tego doszło! Jak? Zawsze myślałem, że Cmok nie widzi poza Wandzią świata.
(dostrzega przed Smoczą Jamą jakąś nieznaną mu kobiecą postać w ciemnej długiej pelerynie)
Która to jest? Ta niebieska chmurka, dobroduszna brunetka ze zwierzątkami, czy ta z wilczym apetytem? Aaa, w rączce trzyma kartonik. To na pewno te pączki z malinową konfiturą. I do tego jeszcze przed Smoczą Jamą! Podły Cmoku! I tej zaraz odechce się schadzek z żonatymi! I kuszenia ich pączkami! Tak, to ta! Za Wandzię!
/podbiega do Tajemniczej nieznajomej i wytrąca jej kartonik z ręki. Potem zadeptuje go nogą/
Tajemnicza nieznajoma
(zaskoczona)
Co to znaczy? Co pan robi?
Szewczyk Dratewka
To ja się pani pytam, co pani tu robi? Nie wstyd pani umawiać się z żonatymi? Nie stać pani na to, by poszukać sobie kogoś wolnego lub z odzysku?
Tajemnicza nieznajoma
Z jakiego odzysku? O czym pan mówi?
Szewczyk Dratewka
(podnieconym głosem)
A tak! Już pani dobrze wie, o czym tu mowa. Mężczyzn jest pół świata, kawalerów i takich z odzysku. Tylu czeka, by wreszcie się któraś nimi zainteresowała. A pani z żonatym się umawia, udane małżeństwo rozbija!
Tajemnicza nieznajoma
Szewczyk? Szewczyku, to ty?
Szewczyk Dratewka
Co? Kto? Pani mnie zna?
Tajemnicza nieznajoma
Szewczyku, co tu robisz? To ja!
Szewczyk Dratewka
Co za ja?
K U R T Y N A opada.
Scena trzecia
(Szewczyk Dratewka, Wandzia, Tajemniczy nieznajomy)
KU R T Y N A się podnosi.
Ta sama sceneria. Zmierzch, przed Smoczą Jamą.
Wandzia
Szewczyku, to ja Wandzia.
Szewczyk Dratewka
Co za Wandzia?
Wandzia
To ja Wandzia. Czekam tu na kogoś. A ty, co ty tu robisz?
Szewczyk Dratewka
Wandzia? Jezusie milusieńki! Naprawdę Wandzia! Nie poznałem cię, przepraszam. A którą jesteś? Niebieską chmurką, dobroduszną brunetką ze zwierzątkami, czy tą z wilczym apetytem?
Wandzia
(trochę zawstydzona)
O czym ty mówisz? Rozum ci się pomieszał?
(jakiś tajemniczy nieznajomy zbliża się do nich)
Tajemniczy nieznajomy
Co tu się dzieje?
Szewczyk Dratewka
A ty kto jesteś? Czego tu chcesz od nas, cwaniaczku?
Tajemniczy nieznajomy
Jaki cwaniaczku?
Szewczyk Dratewka
Czego chcesz od Wandzi? Oo, Wandziu! Tego się po tobie nie spodziewałem. Umawiasz się z obcymi? I do tego przed Smoczą Jamą! Myślałem, że to Cmok jest draniem... Wandziu, jak możesz?
Tajemniczy nieznajomy
Szewczyku, uspokój się! To ja, Cmok!
Szewczyk Dratewka
Co? Cmok? Wandzia? Co wy tu robicie?
Cmok Tadelski
Byliśmy umówieni na schadzkę. Dziś rocznica naszego poznania! Co roku świętujemy ją tajemniczą schadzką.
Szewczyk Dratewka
Oo, Jezusie milusieńki! Co ja narobiłem? Co ja narobiłem?
(chodzi w koło Wandzi i Cmoka, trzyma się za głowę)
Cmok Tadelski
Wandziu, a gdzie pączki z malinową konfiturą?
(Wandzia kopie szybko zgnieciony kartonik do krzaków, by Cmok go nie zauważył).
Wandzia
Zapomniałam je w tramwaju, Cmoku. Przepraszam.
Szewczyk Dratewka
O rety! Co ja narobiłem!
Wandzia
Nie martw się Szewczyku. Mam jeszcze jeden słoiczek z malinową konfiturą. Jutro dostanie Cmok swoje pączki.
Cmok Tadelski
Wandziu, dlaczego mówisz do Szewczyka, by się nie martwił?
Wandzia
A tak sobie Cmoku. Nic przecież się nie stało.
Szewczyk Dratewka
A ja, Wandziu? Dostanę jutro też pączka?
Cmok Tadelski
Tego jeszcze brakowało. Dostałeś drożdżówkę, Szewczyku! Wara od moich pączków!
Wandzia
Już dobrze, Cmoku.
Szewczyk Dratewka
Oo, ja nieszczęśliwy! A to się narobiło! Przepraszam Wandziu! Wybacz mi Cmoku!
Wandzia
Już dobrze, Szewczyku. Jeszcze kiedyś nadrobimy to z Cmokiem. Nie martw się. W sumie nic złego się nie stało... Chodźmy już coś zjeść. Zrobiło się zimno, a ja od śniadania nic nie jadłam. Szewczyku, chodź z nami, masz złote serce.
Cmok Tadelski
(do Szewczyka na boku)
A pączków i tak nie dostaniesz. Wandzia piecze je tylko dla mnie.
K U R T Y N A opada.
Luty 2023
Teatrzyk „Szklana Góra” zaprasza na sztukę w jednym akcie:
Ślub Szewczyka, czyli ziarno prawdy w bajkach.
Miejsce akcji: Skawina, koło Krakowa, lokal weselny, zaraz po ślubie. Liczni goście czekają na parę młodych w dużej sali. Szewczyk Dratewka dostał jednak ataku paniki, więc Cmok zaprowadził go do mniejszego pomieszczenia, tuż przy sali weselnej.
Występują:
Cmok Tadelski, alias Smok Wawelski
Wandzia, jego żona. Prawdopodobnie córka księcia Kraka (niesprawdzone)
Szewczyk Dratewka, stary przyjaciel Cmoka Tadelskiego, jako pan młody
Sufler
Teściowa
K U R T Y N A się podnosi.
AKT 1
Scena pierwsza
(Cmok Tadelski, Szewczyk Dratewka, Sufler)
Cmok Tadelski
Szewczyku, jak tobie? Powiadaj, czy już lepiej?
Szewczyk Dratewka
Taak. Zaraz... zaraz mi przejdzie. Jeszcze chwilkę!
Cmok Tadelski
Oddychaj głęboko! Uspokój się! Tak, zaraz na pewno ci przejdzie. Spójrz, Panna z Wieży czeka, goście weselni przybyli licznie. Uroczystość jak się patrzy.
(Szewczyk uspakaja się, jego oddech dochodzi do normy).
No i wreszcie się zdecydowałeś, Szewczyku! Lepiej później niż wcale. Tak więc później. Dobrze, że nie za późno. Już się obawiałem, że nigdy nie staniesz na ślubnym kobiercu. Dobrze się znaleźliście... jak w korcu maku.
Szewczyk Dratewka
Tak to bywa. Od maku się przecież zaczęło. Gdyby nie mrówki, nigdy nie przeszedłbym tej próby. Maku od piasku w korcu do poranku bym nie oddzielił.
Cmok Tadelski
Hmmm..., co? Nigdy o żadnym maku nie wspominałeś. Co ma mak wspólnego ze ślubem?
Szewczyk Dratewka
Dużo. Tak przecież poznałem Pannę z Wieży.
Cmok Tadelski
Doprawdy? Opowiedz. Kupę lat czekaliśmy z Wandzią na twój ślub.
Szewczyk Dratewka
(zdecydowanie)
Dobra! Tyś mój stary przyjaciel. Teraz już opowiem. Jak mam zacząć?
Cmok Tadelski
Najlepiej od początku.
(drzwi się uchylają, do pomieszczenia zagląda Sufler)
Sufler
Przepraszam panowie, to nie ten tekst. Dziś gramy sztukę o teściowej!
Cmok Tadelski
(do Suflera)
A pan to kto? To prywatna rozmowa. Proszę nie przeszkadzać.
(zamyka Suflerowi drzwi przed nosem)
Hej Szewczyku, nie przejmuj się tym gościem. Chyba pomylił salę... a poza tym, jest już dobrze podpity. Opowiadaj.
Szewczyk Dratewka
Dobra! Jezusie milusieński, jak zacząć? Byłem wtedy biedakiem. Poszedłem więc w świat szukać szczęścia i żony. Wędrowałem od wsi do wsi z torbą i kromką chleba. Spotkałem mrówki i pszczółki, a także kaczki.
(zniża głos do szeptu)
O kaczkach, to proszę, nie mów Wandzi, bo się uparła, że to inna bajka.
(znowu głośno)
I tak sobie szedłem, szedłem... Aż doszedłem do takiej krainy, w której był zamek, a koło zamku stała wieża. W wieży zamknięta była panna, której pilnowała zła czarownica...
(zamilkł i zadumał się, aż Cmok zaczął szturchać go łokciem)
Aa, dowiedziałem się od tamtejszych ludzi, że wielu rycerzy, a nawet królewicze i książęta próbowali ją uwolnić. Wszystkim pourywała wiedźma głowy! Nikomu nie popuściła! Rodziny poszkodowanych opłakiwały nieszczęśników.
(Szewczykowi spływają łzy z oczu, drzwi się znowu uchylają i w nich ukazuje się głowa Suflera)
Sufler
Panie Dratewka, pan pomylił tekst.
Cmok Tadelski
(wciąga tym razem Suflera do pomieszczenia, do Suflera)
Polać koledze? Tak na sucho przyszedł pan na ślub?
(na boku do Szewczyka)
Szewczyku, kto to? Nie znasz? Poleję mu, by zostawił nas w spokoju. To na pewno jakiś krewny Panny z Wieży? Mów Szewczyku, mów. Ja już się tym panem zajmę! Co było dalej?
(polewa i oboje wypijają na odwagę po kieliszku wódeczki)
Szewczyk Dratewka
Tak. No i ta wiedźma, ... ta Czarownica z Wieży ... zaprowadziła mnie do takiego pomieszczenia, które zamykało się na siedmioro drzwi, a w oknie miało żelazne kraty. Potem zadała mi dwie prace, które musiałem wykonać. I zagadkę...
Cmoku, przecież już ci opowiadałem o Pannie z Wieży! Widzisz, panna młoda, jak się patrzy! Tylko ta zła czarownica...
Cmok Tadelski
Ach, już sobie przypominam, to o tę pannę chodziło! Tak, już mi opowiadałeś tę historię. Czarownica przemieniła się potem w jakieś ptaszysko, skrzydłami załopotała i przez okno pofrunęła. I tyle ją widziano!
(Cmok znowu wszystkim polewa)
Szewczyk Dratewka
No tak, raz - dwa, raz- dwa! Pofrunęła w daleki świat. Tak przynajmniej się mówi. Tak pisała Porazińska.
(znowu ociera łzy z oczu)
Cmok Tadelski
(klepie Szewczyka po ramieniu, polewa następną kolejkę sobie i suflerowi, gdyż Szewczyk odstawia kieliszek)
Dobra bracie, masz to już za sobą! Mogę sobie wyobrazić, co przeszedłeś. Jednakże raz się człowiek żeni!
(do siebie na boku)
Miejmy nadzieję!
(do Suflera)
Panie kolego, a pij pan za zdrowie młodych! I nie wylewaj wódeczki!
(Sufler chce coś powiedzieć, lecz Cmok mu nie daje, znów nalewa wódeczkę do kieliszka, znowu do Szewczyka)
Dziś wesele! Baw się, tańcz i pij! I nie zostawiaj panny młodej samej!
Szewczyk Dratewka
(do siebie)
Miałem dziś Cmokowi opowiedzieć całą prawdę ... i o siarce. Znowu nie dam rady.
K U R T Y N A opada.
Scena druga
K U R T Y N A się podnosi.
(Szewczyk Dratewka, Wandzia, Sufler)
Wandzia
Szewczyku, Cmok mnie tutaj przysłał. Lepiej ci? Ta Panna z Wieży to bardzo miła osoba. Na pewno pochodzi z dobrej rodziny.
Szewczyk Dratewka
Tak, Wandziu. Przepraszam, ale już dobrze mam w czubie. Nie mogę pić wódki. Nigdy jej pić nie mogłem. Nie wiem, czy dobrze postępuję i czego mam się trzymać!
Wandzia
Ależ naturalnie, że dobrze postępujesz! Tyle trudu sobie zadałeś, by ją zdobyć.
Pokonałeś nawet złą czarownicę, by uwolnić pannę... Już mi Cmok o tym opowiedział.
Szewczyk Dratewka
Ach tak? Tak, to była straszna wiedźma, zamknęła pannę w komnacie za siedmioma drzwiami, w oknie założyła żelazne kraty... Wszystkim przede mną pourywała głowy...
Wandzia
Tak, Szewczyku! To straszne! Tym bardziej powinieneś się cieszyć i być szczęśliwym! Wielu śmiałków próbowało... na noc świętojańską trzeba było czekać...
Szewczyk Dratewka
(do siebie na boku)
O kaczkach, co odnalazły złoty kluczyk w jeziorze, lepiej Wandzi nie opowiem. Znowu się upiera, że to Złota Kaczka mi kluczyk dała i myli mnie z szewczykiem Lutkiem. A ja w lochach Zamku Ostrogskich nigdy nie byłem. A Lutka nie cierpię! Tylko o złotych dukatach myślał.
(do Wandzi)
Drapałem się w głowę, jak mam podołać wszystkim pracom, które mi czarownica zadała! Na koniec musiałem pójść z nią na szczyt wieży. Siedemset siedemdziesiąt siedem schodów przeszliśmy, zanim otworzyła drzwi złotym kluczykiem.
Wandzia
Naprawdę jesteś biedny!
Sufler
(już sam sobie polewa wódeczkę)
Pani Wando, panie Dratewka, już nie wiem, jak mam państwu to powiedzieć: Jednak dziś gramy sztukę o teściowej!
Szewczyk Dratewka
(ignoruje Suflera, do Wandzi)
Zobaczyłem tam dziewięć panien. Wszystkie jak białe gąski, ubrane były na biało i wszystkie miały płócienne zasłony na głowach. Nie było tam Złotej Kaczki, tylko te panny, Wandziu. To pszczółki pokazały mi prawdziwą pannę. Już myślałem, że przyjdzie mi zginąć, że zła czarownica urwie mi głowę.
Wandzia
„All's Well That Ends Well“*1, Szewczyku. Raz- dwa przegnamy stare wspomnienia! Czarownica przemieniła się w stare ptaszysko, skrzydłami załopotała i przez okno pofrunęła. I tyle ją widziano!
Szewczyk Dratewka
No tak, raz - dwa, raz- dwa! Pofrunęła w daleki świat. Tak przynajmniej się mówi. Tak pisała Porazińska.
(znowu ociera łzy z oczu)
Wandziu, chcę ci coś jeszcze powiedzieć... Nie mówiłem Cmokowi... nie miałem odwagi.
K U R T Y N A opada.
Scena trzecia
KU R T Y N A się podnosi.
(Szewczyk Dratewka, Wandzia, Cmok Tadelski, Teściowa)
Cmok Tadelski
Wreszcie pozbyłem się tego gościa, Szewczyku. Kto to? Teściu?
Szewczyk Dratewka
Nie, Cmoku. Niestety, nie mam już teścia. Już nie żyje. O, gdyby... byłby nie umarł!
Cmok Tadelski
O, sorry Szewczyku. Za to teściową?
Szewczyk Dratewka
(szeptem)
Taak...
Cmok Tadelski
A ja nie mam już ani teścia, ani teściowej. Ale, ale, moje wujostwo i cała rodzina, wszyscy mieli jeszcze teściów! Ludzie zwali ich dinozaurami. Jakieś sześć milionów lat temu prowadzili już osiadły tryb życia. Do tego czasu odgryzali swym teściom głowy, by nie przeszkadzali im w wędrówkach po świecie. Pomyśl Szewczyku, ty też wprzódy po świecie wędrowałeś!
Wandzia
Nie opowiadaj bajek, Cmoku! Zaraz głowy odgryzać. Nikt dziś nikomu głowy nie odgryza.
Cmok Tadelski
Wandziu, w każdej bajce jest ziarno prawdy.
Szewczyk Dratewka
Tak w bajkach jest zawsze jakieś ziarno, a nieraz i mak... I niekiedy czarownica urywa głowy królewiczom i rycerzom... Urywa... Mówiła też do mnie wierszem: Jak nie zrobisz panku, tej pracy do poranku, to „urwę głowę, i gotowe”!*2 Brr, jeszcze teraz mi ciarki po ciele przechodzą.
Wandzia
Szewczyku, było minęło. Weź się w garść! Nie ma co się nad sobą użalać. Panna młoda czeka!
(w tej chwili drzwi od pomieszczenia się otwierają, w nich ukazuje się kobieca postać z głową, jak u starego ptaszyska)
Teściowa
Aaa, tu jesteś Szewczyku. Wszędzie cię szukałam. Czas zbierać się na wesele! Jednakże za nim będziemy się bawić mam dla ciebie znowu pracę... i potem zagadkę. Tutaj miska ryżu z piaskiem. Nie mam pojęcia, dlaczego ludzie po wyjściu z Urzędu Stanu Cywilnego rzucają ryżem. Przebierzesz ten ryż! Oddzielisz każde ziarenko osobno, a potem umyjesz. I żadnego robactwa nie chcę w domu widzieć: Ani pszczółek, ani mrówek, ani kaczek, bo użyję trutki! Renatka nie znosi owadów! A zbieraj się, bo „urwę głowę, i gotowe”!*3
(drzwi się zamykają)
Cmok Tadelski
(przestraszony, szeptem)
Kto to był, Szewczyku?
Szewczyk Dratewka
Mamusia, czyli moja teściowa- Czarownica z Wieży... Znowu?
(krzyczy w stronę drzwi)
Dobrze. Niech i tak będzie, mamo.
(do Cmoka i Wandzi)
Kochani, ona u nas zamieszka! Ja biedny!
K U R T Y N A opada.
*1 - „All's Well That Ends Well” William Shakespeare: „Wszystko dobre, co się dobrze kończy"
*2 i 3 - „urwą głowę, i gotowe”! Cytat z bajki Janiny Porazińskiej „Szewczyk Dratewka”
Marzec 2023
Teatrzyk „Szklana Góra” zaprasza na sztukę w jednym akcie:
Na zawsze kawaler, czyli zemsta Złotej Kaczki.
Miejsce akcji: Mieszkanie własnościowe w Krakowie - Nowej Hucie, gdzieś na Osiedlu Na Skarpie.
Występują:
Cmok Tadelski, alias Smok Wawelski
Wandzia, jego żona. Prawdopodobnie córka księcia Kraka (niesprawdzone)
Szewczyk Dratewka, stary przyjaciel Cmoka Tadelskiego, kiedyś znany jako Skub
Szewczyk Lutek
Złota Kaczka
K U R T Y N A się podnosi.
AKT 1
Scena pierwsza
(Cmok Tadelski, Szewczyk Dratewka, Lutek, Wandzia)
Pokój gościnny w mieszkaniu u Wandzi i Cmoka Tadelskich.
Cmok Tadelski, Szewczyk Dratewka i szewczyk Lutek siedzą wygodnie w fotelach przy stole i grają w Mariaszka, popijając piwko. Wandzia w kuchni przygotowuje zakąski.
Cmok Tadelski
No, Lutku, jeśli nie masz wyżnika kozernego, to przegrałeś.
Lutek
Aa, mam coś równie dobrego... Ha, mam tuza w lewie. A pamfila- to słyszałem, że wyciągnął nasz przyjaciel Szewczyk Dratewka. I już mu też gratulowałem. Ja tu stary tylko w Mariaszka, a Szewczyk zagrał w „cérémonie du mariage”.* Popatrzcie, popatrzcie!
Szewczyk Dratewka
(niechętnie)
Co tam! Chyba nie przyjechałeś z Warszawy specjalnie po to, by mi pogratulować.
Lutek
No, nie omieszkam przecież koledze po fachu nie pogratulować. Ty bracie, to masz szczęście. Panna z Wieży jest uczciwą, miłą w obejściu i dobrze wychowaną osobą.
(do siebie)
No i zamek i wieża bogato uposażone. Wszędzie widać dobrobyt.
(znowu do Cmoka i Szewczyka)
A mnie szczęście tylko w kartach dopisuje. Chciałbym się ożenić, lecz nie wychodzi.
Cmok Tadelski
Jak to? Przecież czytało się o tobie tu i ówdzie, że zostałeś majstrem i znalazłeś sobie po tej historii w lochach w Zamku Ostrogskich, piękną i dobrą dziewczynę, co potem została twoją żoną.
Lutek
Ach, to tylko plotki! Nie wiem przez kogo rozsiewane! Prawda jest jednak całkiem inna. Jak chcecie, to opowiem wam prawdziwą historię, jak to wszystko się tam w lochach potoczyło.
Cmok Tadelski i Szewczyk Dratewka
(zaciekawieni)
Mów! Chętnie posłuchamy!
Lutek
Dobrze. Jednakże proszę, zawołaj Cmoku panią Wandę. O sąd córki księcia Kraka będę prosić, gdyż słynęła ona już od zarania dziejów z mądrych i sprawiedliwych rządów.
Cmok Tadelski
(głośno do Wandzi, w kierunku kuchni)
Wandziu chodź szybko do nas. Lutek chce cię prosić o radę.
(Wandzia wchodzi do salonu z talerzami zakąsek. Stawia je na stole i siada obok Cmoka)
Wandzia
A o co chodzi, panie Lutku?
Lutek
Pani Wando, ja będę skargę przed trybunał Piastów lub Jagiellonów wnosić na królewnę z lochów w Zamku Ostrogskich. Dlatego tutaj po radę przyjechałem...
A to było tak. O rzekomej królewnie, Złotej Kaczce usłyszałem od ludzi, że może ona tego, kto ją odnajdzie uczynić bogatym. Tak więc wybrałem się w noc świętojańską, choć pogoda tego dnia była pod psem, do lochów. I szczęście mi dopisało. Odnalazłem ją i zostałem wystawiony na próbę. Dostałem sakiewkę, pełną złotych dukatów. Te miałem wszystkie wydać. Nic prostszego. W mig zamówiłem sobie online kupę nowych klamotów, kupiłem nową bryczkę, kolekcję kapeluszy, najlepszego smartfona, ps5 i Wiedźmina.
(podrapał się po głowie z zakłopotania)
Chyba za duża inflacja! Czy co? Na więcej nie starczyło. Udałem się więc znowu, jeszcze tej samej nocy do królewny. Chciałem ją prosić, by mi jeszcze dołożyła na Hogwarts Legacy... A ta wypomina mi, że jestem rozrzutny... Jak na mnie zaczęła krzyczeć, gdakać i gęgać. Urwanie głowy! Wstrętne ptaszysko! Wsiadła na mnie, jak na starą szkapę i krzyczy, że się tego nie spodziewała i że szastam pieniędzmi bez zastanowienia!
Cmok Tadelski
Ależ to całkiem inna historia!
Lutek
A tak. Głupia gęś, aż żal mówić!
Szewczyk Dratewka
Jaka gęś? Przecież mówisz o Złotej Kaczce.
Lutek
Wszystko jedno, gęsi też należą do rodziny kaczkowatych. Poza tym określenie „gęś” lepiej do niej pasuje! Spakowała więc już swoje rzeczy, bo jak powiedziała, w lochach siedzieć nie będzie. Ten zamek to był tylko taki pic na wodę. Musiałem ją zabrać do siebie. Nie minęło dużo czasu i pożałowałem tej decyzji. Zaczęła się u mnie rządzić jak szara gęś. Do tego okazało się, że hazardzistka! Grosz się jej nie trzymał. Nic mi po takiej królewnie! Psie życie prowadziliśmy! Postanowiłem więc odejść i gdzie indziej szczęścia spróbować.
Cmok Tadelski
I słusznie!
Lutek
To jednak nie koniec historii. Złota Kaczka nie dała za wygraną. W cechu mnie zniesławiła, żem skąpy, o bliźnim nie myślę, że chcę tylko wszystko dla siebie.
(do Wandzi)
Pani Wando, a ja przecież zlitowałem się nad tym byłym biednym żołnierzem, co to siadywał pod kościołem i sięgnąłem do kieszeni, i podarowałem mu garść złotych dukatów!
Cmok Tadelski.
Tak. O tym też czytałem.
Lutek
Potem jeszcze bardziej szumiało i grzmiało. Gdzie tylko nie poszedłem, zjawiała się Złota Kaczka i wyzywała mnie znowu przy wszystkich... Ludzie zaczęli się ode mnie odwracać. Po kolei straciłem wszystko. To, co kupiłem, musiałem znowu odsprzedać na Alegro.pl. Zostały mi łachmany i puste kieszenie... No i w tym sęk, nadal jestem kawalerem. A jak poznam jakąś pannę, to Złota Kaczka od razu mnie znajduje. Stalkerka* ściga mnie jak ofiarę, prześladuje, grozi mi i terroryzuje. Straszy mną panny, opowiada im o mnie niesłychane bajdy, tak że żadna tego nie wytrzymuje. Uciekają ode mnie! Już mi przyjdzie tym przysłowiowym starym kawalerem zostać, jeśli tak dalej się będzie dziać!
(do Wandzi)
Pani Wando, przepraszam, ale mam jeszcze małą prośbę... Jeszcze raz chciałbym poznać jakąś pannę, co by mnie zechciała i za mnie wyszła. I ja tak do pani. Nie chcę dłużej być sam. Mogłaby to być nawet jakaś Niemka, też bym wziął... Taka Burgfräulein*. Na taką mam teraz chrapkę! Może jakaś krewna Rydygiera?
Wandzia
(oburzona)
O czym pan mówi, panie Lutku? Co to za insynuacje? Nie utrzymuję żadnych przyjaznych stosunków z królem Alamanów, Rydygierem. Wypraszam to sobie!
(do Cmoka)
Cmoku, z panem Lutkiem, to ty się dogadaj! Ja tu nic nie mam do radzenia.
(Wandzia wychodzi z pokoju gościnnego.)
Cmok Tadelski
I masz babo placek! Aleś ty, Lutku tu dosolił! Psu na kapelusz!
K U R T Y N A opada.
Scena druga
(Wandzia, Cmok Tadelski)
K U R T Y N A się podnosi.
Kuchnia w mieszkaniu u Wandy i Cmoka Tadelskich.
Cmok Tadelski
Wandziu, nie siedź tu sama w kuchni. Lutkowi tak się tylko palnęło. Chodź do nas, proszę.
Wandzia
Nie cierpię tego dzięcioła! Grajcie sobie w Mariaszka, ja posprzątam trochę kuchnię.
Cmok Tadelski
Wandziu, nie przejmuj się! Posiedzi jeszcze do wieczora i tyle będziesz go potem widziała.
Wandzia
Wcale się nie przejęłam. Tylko go nie lubię, tego Lutka. À propos kaczek, to Szewczyk miał jednak rację, to te z jeziora mu pomogły i nie w noc świętojańską.
Cmok Tadelski
(obejmuje Wandzię i całuje w policzek)
Widzisz? To o jedną niezgodność mniej. Szewczyk na pewno się ucieszy! I tak już chce się zbierać do domu. Powiem mu o tych kaczkach, że zauważyłaś pomyłkę.
Wandzia
(do siebie)
Nie lubię pomyłek. Coś trzeba zaradzić.
(do Cmoka)
Proszę Cmoku, zatrzymaj Szewczyka do wieczora.
K U R T Y N A opada.
Scena trzecia
(Wandzia, Cmok Tadelski, Lutek, Złota Kaczka)
K U R T Y N A się podnosi.
Pokój gościnny w mieszkaniu u Wandy i Cmoka Tadelskich. Szewczyk Dratewka żegna się z Cmokiem i Lutkiem, przechodzi do przedpokoju, żegna Wandzię i wychodzi. W tym samym czasie przy drzwiach wejściowych do mieszkania pojawia się kobieca postać. Wandzia wita ją i wprowadza do pokoju gościnnego.
Lutek
(zaskoczony)
To ty?! Skąd tutaj?
Wandzia
Ja zadzwoniłam do pani Złotej Kaczki, a że już była w Krakowie, to ją do nas zaprosiłam. Jeśli mam coś poradzić, to chcę wysłuchać też i drugą stronę.
(do Złotej Kaczki)
Proszę, niech królewna usiądzie. Jeszcze nie miałyśmy okazji się poznać.
Złota Kaczka
Dziękuję pani Wando, królowo na Wawelu.
Wandzia
Ten Wawel, to sobie podarujmy. Już dawno tam nie mieszkam, więc może mniej oficjalnie. Niech mi pani mówi po prostu, pani Wando.
Złota Kaczka
Dobrze, pani Wando. Tak więc zaraz przejdę do rzeczy. Jak widzę, goszczą państwo tego hultaja, szewczyka Lutka. A więc tutaj przybył i u państwa teraz się schował i grasuje.
Cmok Tadelski
Nie schował się, Złota Kaczko, tylko nas odwiedził... No i szuka rady.
Złota Kaczka
Ach to tak... Znowu opowiada o mnie jakieś brednie, po całym świecie roznosi plotki? A może też znowu prosi o swaty?
Cmok Tadelski
Niech się pani nie unosi, Złota Kaczko. Proszę, niech pani usiądzie i spokojnie sobie wszystko wyjaśnimy. Lutek bowiem już nam co nieco opowiedział... No, że pani stalking uprawia i go dręczy.
Złota Kaczka
Ja uprawiam stalking?
Lutek
Tak. Dręczysz mnie i nękasz. Wszędzie łazisz za mną, bezprawnie ścigasz i celowo prześladujesz, wbrew mej woli. A i w cechu mnie oczerniłaś, zarzucając mi nieróbstwo i chciwość.
Złota Kaczka
Tak, bo taka jest prawda. Jak tylko się wprowadziłam do ciebie, zaraz zacząłeś mnie traktować jak gęś, co znosi złote jajka!
Wandzia
No, chyba, jak się nie mylę, to mówi się: „jak kurę, co znosi złote jajka”.
Złota Kaczka
A nie, pani Wando! Jeśli mogę to wyprostować! Kura była u tego francuskiego bajkopisarza Jeana de La Fontaine, a wcześniej u Ezopa, tego niewolnika z antycznej Hellady, to była gęś.
Cmok Tadelski
A jakie to ma znaczenie, moja kochana Złota Kaczko?
Złota Kaczka
A duże, panie Cmoku! Duże, bo chodzi tu, proszę pana, o bajońskie sumy! Gęś znosi mianowicie dwa razy większe jajka niż zwykła kura.
Cmok Tadelski
O, prawda! O tym nie pomyślałem. Przepraszam.
Lutek
Spełniłem wszystkie twoje warunki! Sama chciałaś, bym wydał pieniądze.
Złota Kaczka
Tak, miałeś je wydać, a nie bezsensownie roztrwonić!
(do Wandzi i Cmoka)
Bieda aż piszczała u niego! Gdzie miałam się wprowadzić? Mieszkanie podupadłe, remontu nie przeprowadzano z trzydzieści lat. Mieliśmy żyć w takiej norze? Przecież od razu poprosił mnie o rękę, obiecał natychmiastowe małżeństwo, po załatwieniu wszystkich oficjalnych opłat i spraw... I po oddaniu wszystkich zaciągniętych w przeszłości długów... Nawet staremu weteranowi wojennemu bez nogi, co żebrał pod kościołem, wisiał pieniądze.
Wandzia
Jak to? Temu żołnierzowi, co dwa dni nic nie jadł i przeżył wiele wojen?
Lutek
(przerywa Wandzi i Złotej Kaczce, gdyż chętnie chciałby zmienić temat)
Przecież kochanie, obiecałem ci, że zajmę się uczciwą pracą! Bogactwo i złote dukaty szczęścia nie dają... A to wszystko dlatego, że przestałaś o siebie dbać, jak kiedyś... Idę do pracy, przychodzę do domu, a ty wyglądasz jak zmokła kura, siedzisz w kącie osowiała w odzieniu jak psu z gardła wyciągniętym! Co z tego, że obiad na stole. Wyglądasz, jak straszne ptaszysko i bazgrzesz coś w pamiętnikach. Nawet nie mogę tego przeczytać, bo piszesz, jak kura pazurem.
Złota Kaczka
Nie masz czytać moich pamiętników. Już ci wiele razy to mówiłam! A spisuję sobie, ile razy musiałam za tobą po świecie latać i cię szukać, by potem cię odnaleźć i ściągać ze ślubnych kobierców...
Wandzia
Na Boga! Aż tak? To takie ziółko z tego Lutka?
(do Złotej Kaczki)
Nie rozumiem jednak Złota Kaczko, dlaczego uparłaś się tak na niego? Jeśli się nie zgadzacie, to niech sobie idzie w świat i się żeni, jeśli go któraś zechce! A i ty poszukasz sobie na pewno lepszego!
Złota Kaczka
Nigdy mu na ożenek z inną nie pozwolę! Zemszczę się za moją krzywdę. Albo ja, albo żadna inna! Jak się ze mną nie ożeni, to na zawsze zostanie starym kawalerem!
Wandzia
A na cóż to, królewno? Nie rozumiem twego uporu. Niech inna bierze sobie go na głowę.
Złota Kaczka
A co ja sama zrobię z bliźniaczkami, Brzydkimi Kaczątkami? Bez ojca mają dorastać? Nie pozwolę Lutkowi wystawić mnie do wiatru. Niech pocałuje psa w nos! Albo wóz, albo przewóz. Jak już powiedziałam. Zdania nie zmienię! Albo ożeni się ze mną, albo nigdy! Niech zostanie na wieki starym kawalerem. Basta!
Lutek
Ależ, Złota Kaczko!
Złota Kaczka
Z tobą nie gadam teraz, Lutku! Idź do Pacanowa, kozy kuć!
K U R T Y N A opada.
* Cérémonie du mariage- franc. ślub
* Stalkerka – z ang., osoba uprawiająca stalking, „stalk” oznacza: podkraść się do kogoś, prześladować go lub przeszkadzać mu
* Burgfräulein – niem. panna na zamku
Kwiecień 2023